27.05
2015

Zieleń w miastach. Taki kłopot.


Zieleń w miastach przeszkadza. Ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia co do tego wątpliwości. Prezydenci i burmistrzowie miast nie chronią należycie roślin – zawsze przegrywają one z inwestycjami.

Kontrolę przeprowadzono w dziesięciu urzędach miast oraz dziewięciu starostwach powiatowych, w pięciu województwach: kujawsko-pomorskim, lubelskim, małopolskim, opolskim i podlaskim. Jej podsumowanie jest przytłaczające: masakra zieleni jest dla samorządów niczym wobec perspektywy ściągnięcia inwestorów, czyli nowych podatników.

wycinka BytomWycinka starodrzewia w Bytomiu, na ulicy Puławskiego

 

Samowolka samorządów prowadzi do masakry zieleni miejskiej

Teoretyczne możliwości ochrony zieleni, takie jak racjonalne planowanie i zagospodarowanie przestrzenne, niewydawanie pozwoleń na budowę na terenach zadrzewionych, ograniczone wydawanie zezwoleń na usunięcie drzew czy też ustalenie kompensacji przyrodniczej – pozostają tylko teorią. Urzędnicy nie badają wartości przyrodniczej drzew ani nie szukają rozwiązań alternatywnych, takich jak zmiany projektu inwestycji, by drzewa zachować. Przy wycinkach panuje zupełna samowolka, a kompensacja w postaci sadzenia nowych drzew jest fikcją Przepisy ustawy o ochronie przyrody nie określają warunków, jakie powinno spełniać nowo sadzone drzewo: nie precyzują ani jego gatunku, ani wieku, ani rozmiarów. Oferowane przez inwestorów sadzonki były często złej jakości: za słabe i zbyt młode, by się przyjąć i rzeczywiście zastąpić wycięte drzewa. Młode drzewka niedopasowane do otoczenia i panujących warunków często obumierały – stwierdza się w raporcie NIK-u. Takiemu stanowi rzeczy sprzyjają luki w prawie. Przykłady? W efekcie braku możliwości określenia wieku nowego drzewa, wbrew założeniom kompensacji, w bliższej lub dalszej przyszłości także i ono może zostać usunięte – drzewa, których wiek nie przekroczy 10 lat, można wycinać bez zezwolenia. Do czego w praktyce doprowadzi zagłada zieleni miejskiej?

okaleczane drzewoOkaleczanie drzew podcinaniem konarów to często wstęp do wycinki – pretekstem będzie uschnięcie drzewa

Zieleń miejska – po co nam ona?

Utrzymanie zieleni miejskiej kosztuje, a inwestorzy płacą słone podatki. Tak myślą krótkowzroczni samorządowcy. Pomijają fakt, że przyroda również ma policzalną wartość, którą można przeliczyć jako “zarabianie na siebie”. Korzyści z zieleni miejskiej? To niezastąpione tereny rekreacyjne, dostawca czystszego powietrza, gwarancja retencji wody i poprawy mikroklimatu. To zieleń w mieście oszczędza wydatki, które poczyniono by na oczyszczanie ścieków, poprawę samopoczucia i efektywności pracy, ochronę przed hałasem, itd. Ochrona powietrza, wody i gleb, a w konsekwencji zdrowia mieszkańców – w Polsce nie podejmuje się wystarczającej ilości prób oszacowania wartości tych usług ekosystemów, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę specyfikę miejską. Gdyby takie szacowanie było powszechną praktyką, być może liczby przemówiłyby do samorządowców. I tak np. w zasnutym dymami Krakowie zauważa się, że to odpowiedni zestaw drzew właśnie w znacznej mierze zadziała jak naturalny filtr antysmogowy.

Szacując wartość zieleni miejskiej, należałoby jeszcze wziąć pod uwagę kwestię tego, jakie znaczenie mają dla nas przedstawiciele zamieszkującej ją fauny. Wczoraj pisaliśmy o ptakach tracących na zawsze swe gniazda (niejednokrotnie to gniazda z przychówkiem). Ale swe schronienie tracą i inne zwierzęta – i tak np. idiotyczna decyzja urzędników na Mokotowie spowodowała niedawno zagrożenie kaczek, którym nagle spuszczono wodę w zamieszkiwanym stawie. Zagrożone były również rozmnażające się tam ropuchy zielone, które są gatunkiem chronionym. To przytomność zwykłych mieszkańców Mokotowa uratowała zwierzęta.

 Makabryła 2014Makabryła 2014 – to, co pozostało po parku w Rybniku (fot. Teresa Kaźmierska)

Jak zawalczyć o miejską zieleń?

Oczywiście organizowane są protesty w odzewie na konkretne projekty inwestycyjne. W Krakowie protestowano przeciw projektowi zabudowy Zakrzówka, czyli zielonego terenu w centrum miasta. Przeciw polityce przestrzennej miasta protestowali również anarchiści z Poznania, a skandaliczna wycinka parku w Rybniku, który musiał ustąpić miejsca hipermarketowi, wywołała bezskuteczne protesty mieszkańców miasta. Samowolka władz miejskich Rybnika wywołała oburzenie przeszło 7 tys. internautów, którzy obwołali efekt jej decyzji Makabryłą Roku 2014.

A ewentualne działania prewencyjne? Czy mamy na nie jakąś szansę? Pisaliśmy już kiedyś o stronie Licz na zieleń (KLIK!) na której między innymi można zgłaszać miejsca, w których brakuje zieleni lub wymaga ona dodatkowej pielęgnacji. Wszystkie zbierane tam informacje są poddawane analizie i trafiają do instytucji odpowiedzialnych za zieleń miejską, by pomagać w zarządzaniu nią, zgodnie z oczekiwaniami i potrzebami mieszkańców Krakowa, Łodzi, Poznania i Warszawy (to one są analizowane w ramach działania platformy).

W Warszawie trwa zaś akcja Partii Zielonych Gdzie jest drzewo? W jej ramach stworzono mapę drzew, którym w związku z realizacją miejskich inwestycji grozi wycięcie. Celem jest ukazanie rozmiarów tego zjawiska, ułatwienie mieszkankom i mieszkańcom ochrony drzew w swojej okolicy oraz nakłonienie władz miasta do skuteczniejszego dbania o stan miejskiej zieleni.

Podobnie w celu zyskania jawności i obywatelskiej kontroli nad poczynaniami władz miasta stworzono na Facebooku wydarzenie Jawność dla planów wycinek drzew! Warto się do niego, podobnie jak do wyżej wymienionych inicjatyw, przyłączyć. Warto też organizować lokalne inicjatywy tego typu.

Jeżeli chcemy bowiem, by nasze miasta nie stały się betonowymi pustyniami, musimy zadbać o zieleń sami, nie licząc na działanie samorządowców, a na swe własne – mimo samorządowców. By zaś działać – musimy wiedzieć.

11145172_652590984885649_3480441951017683569_nWycinka drzew wiąże się z bezdomnością ich mieszkańców

 

 

Zdjęcia pochodzą z portalu http://www.urzadmiastabytomiakorupcja.com


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.