20.12
2012

Efekt cieplarniany czy globalny szwindel?


Zbliża się pora, gdy niektóre gatunki zwierząt nie są w stanie funkcjonować  i zapadają w głęboki sen. Razem z nimi usypiany jest temat globalnego ocieplenia, bo jak teraz mówić o apokalipsie z powodu gorąca. Tymczasem my pytamy: jak to w końcu jest z tym efektem cieplarnianym? 

– Jest we współczesnym człowieku jakaś ogromna pycha, wydaje mu się, że może sterować pogodą jak klimatyzacją w samochodzie – mówi Tomasz Teluk, założyciel Instytutu Globalizacji i autor książki “Mitologia efektu cieplarnianego

Warto podkreślić – książki, która za „wywołanie narodowej debaty kwestionującej badania naukowe związane z Globalnym ociepleniem” w 2009 r. otrzymała nagrodę Templeton Freedom Award, przyznawaną przez ATLAS Economic Foundation w Waszyngtonie, a ufundowaną przez Fundację Templetona.

Sam autor zaś, do niedawna ekspert Centrum im. Adama Smitha i Centre for the New Europe w Brukseli, w cieplarnianą apokalipsę nie wierzy. Na co w takim razie wydawane są miliardy euro, które UE corocznie zbiera na globalne ocieplenie? Co najbardziej wpływa na zmianę klimatu na Ziemi? I wreszcie: czy człowiek może mieć z tym jakiś związek? Cała rozmowa poniżej.

Z Tomaszem Telukiem rozmawia Jacek Krajl

Klimatolodzy z całego świata ok. 40 lat temu debatowali o zagrożeniach wynikających z nadmiernego oziębienia się klimatu. Teraz grozi nam ponoć ocieplenie. Skąd biorą się te pomysły?

– Odpowiedź jest stosunkowo prosta: klimat w długiej perspektywie czasowej ulega okresowym zmianom. Jest we współczesnym człowieku jakaś ogromna pycha, wydaje mu się, że może sterować pogodą jak klimatyzacją w samochodzie. Tymczasem nauka mówi jedno: klimatu nie da się zmieniać, do klimatu trzeba się dostosować.

W takim razie na co Unia Europejska wydaje miliardy euro uzbierane pod hasłem walki z globalnym ociepleniem?

– Walka z „globalnym ociepleniem” to źródło gigantycznych zysków dla zaangażowanych w ten projekt: biurokratów, ideologów, ekologów, dziennikarzy, recenzentów, a także firm produkujących tzw. „zielone technologie”. Obecnie można bardzo łatwo zidentyfikować beneficjantów tego projektu czy firmy, które na tym zyskują np. producenci farm wiatrowych czy ogniw fotowoltaicznych.

Powiedzmy, że jednak uda się drastycznie ograniczyć emisję dwutlenku węgla na świecie. Czym to może skutkować?

– Z roku na rok emisje rosną, bowiem najwięksi emitenci: Chiny, Indie, Kanada czy USA, nie robią sobie nic z europejskiej histerii wokół hipotezy antropogenicznych zmian klimatu. Tak więc o żadnych drastycznych ograniczeniach nie może być mowy, bowiem świat potrzebuje coraz więcej energii, a samoograniczenie się w czasach kryzysu to mrzonka. Z węgla wytwarzane jest ok. 30 proc. światowej energii, od ok. 50 lat ten poziom jest stały. Plany inwestycyjne w Azji, ale także np. w Niemczech, gdzie 17 mld euro będą kosztowały nowe bloki opalane węglem świadczą, że dostarczanie dwutlenku węgla do atmosfery będzie miało się dobrze.

Nie tak dawno według ekologów jednym z wrogów ludzkości był DDT, środek owadobójczy, stosowany w latach 1940-1970. To też mrzonka?

– Wróciłem właśnie z międzynarodowej konferencji klimatycznej w Monachium, będącej swoistą alternatywą dla dorocznych konferencji UNCC COP. Rozmawiałem tam z wybitnym epidemiologiem prof. Paulem Reiterem z Instytutu Pasteura z Paryża. Przyznał on, że DDT uratowało miliony ludzkich istnień, ale teraz komary zmieniły swoje zwyczaje i kąsają chętniej na wolnym powietrzu, przez co walka z nimi za pomocą chemikaliów staje się trudniejsza.

W takim razie jakie są, Pana zdaniem, największe ekologiczne manipulacje?

– Hipoteza wywołanego działalnością człowieka efektu cieplarnianego to największy szwindel w historii ludzkości. Na tej samej konferencji, występował prof. Niels Axer Moerner, wielokrotnie nagradzany specjalista paleogeofizyki i geodynamiki mórz i oceanów z Uniwersytetu w Sztokholmie. Proszę sobie wyobrazić, że zniesmaczony medialnymi manipulacjami związanymi ze zniknięciem z powierzchni Ziemi wysp Tuvalu (prezydent tego kraju lubić fotografować się w akwalungu – jakoby prowadzi obrady pod wodą) w wyniku podnoszenia się poziomu wód, prof. Moerner wybrał się na te wyspy i przeprowadził badania. Okazało się, że drzewa przy linii brzegowej oblepione są błotem i mają dużą wilgotność, co świadczyło o tym, że kilka lat temu stały w wodzie. Linia brzegowa powiększa się, a poziom wód… opada. Potwierdzili to też najstarsi mieszkańcy wyspy, którzy dokładnie wskazali miejsca, gdzie woda była 10, 20 czy 40 lat temu. Jak widać kłamstwo ma krótkie nogi.

Czy człowiek rzeczywiście ma ogromny wpływ na środowisko i zmiany klimatyczne? Czy, tak jak Pan wcześniej powiedział, to megalomania niektórych naukowców?

Na środowisko owszem, mamy wpływ, ale klimat jest tak złożonym zjawiskiem, że przerasta człowieka. Ostatnio opublikowano badania amerykańskiego Atlantyckiego Oceanograficznego Laboratorium Meteorologicznego. Z danych AOLM wynika jasno, że liczba nawiedzających USA huraganów i tornad zmniejsza się wraz ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Innymi słowy, im mniej CO2 w powietrzu, tym większe prawdopodobieństwo katastrofy naturalnej, dokładnie odwrotnie do tego, co próbują nam wmówić media manipulowane przez polityków i ekologów.

Dobrze, w takim razie człowiek i jego działania jest według Pana usprawiedliwiony. W takim razie, co najbardziej wpływa na zmianę klimatu na Ziemi?

– Największym gazem cieplarnianym, stanowiącym 99 proc. wszystkich gazów jest para wodna. Według naukowców klimat zależy w największym stopniu od aktywności Słońca. Ja jednak nie chciałbym się szczegółowo wypowiadać na ten temat. Zajmuję się głównie obnażaniem manipulacji medialnych, kwestiami ekonomicznymi związanymi z polityką klimatyczną oraz interesują mnie ideologiczne motywy liderów stojących za tym projektem.

A jak Pan podchodzi do ekologii i jakie są, zdaniem Pana, rzeczywiste zagrożenia Ziemi?

– Jeśli chodzi o środowisko naturalne to oczywiście powinniśmy dbać o nie we własnym zakresie, najlepiej jak potrafimy. Jestem miłośnikiem przyrody, spędzam na jej łonie każdą wolną chwilę. Uwielbiam chodzić po górach, uczę miłości do gór moje dzieci. Uważam, że np. Polska w większym stopniu powinna dbać o środowisko naturalne. Gdy jestem we Włoszech na wakacjach, z radością dbam o segregację śmieci, chętnie robiłbym to także w domu, ale u nas olewa się recykling. Nie demonizowałbym zagrożeń ze strony człowieka wobec natury. Ekolodzy, tacy jak Al Gore, sięgają często po argumenty apokaliptyczne, mówiąc, że „ludzkość nie przetrwa globalnego ocieplenia”. Możemy się uspokoić, bo w biblijnej Apokalipsie św. Jana nie ma ani słowa o tym, że świat skończy się w wyniku ekologicznej katastrofy.

Efekt cieplarniany czy globalny szwindel?, 4.0 out of 5 based on 12 ratings

poeta, prozaik, felietonista. Publikował między innymi w „Portrecie”, „RED”, „Migotaniach, przejaśnieniach”, „Arteriach”, „Pro Arte”, „Czasie Kultury”, „Gazecie Olsztyńskiej”; twórca bloga mechanizmsekundy.blogspot.com.