13.01
2015

Neominimalizm, czyli dobrowolna prostota życia


Czy mówią wam coś hasła „mniej znaczy lepiej”, „posiadać tyle rzeczy, aby spakować się w dwie walizki” albo „lista 100 rzeczy”? Jeśli tak, to prawdopodobnie zetknęliście się już z pojęciami: neominimalizm, minimalizm, dobrowolna prostota życia (Voluntary Simplicity) lub dekonsumpcja.

Na potrzeby tego artykułu będę używać tych określeń zamiennie (chociaż niektórzy mogą z tym polemizować), ponieważ moim zdaniem myśl przewodnia tych nurtów jest wspólna. Do filozofii minimalistycznej pasuje również chęć pozbywania się zbędnych rzeczy, robienia i przyjmowania niematerialnych prezentów, upraszczania i oczyszczania przestrzeni wokół siebie, niemarnowania żywności itp. Podsumowując: być ponad mieć.

Przedrostek neo- oznacza powrót do jakiejś idei, ale dostosowany do czasów, w których się pojawia. Tak więc neominimalizm wcale nie namawia do życia w beczce, jak robił to założyciel tego nurtu Diogenes. Każdy ustala indywidualnie, gdzie leżą jego granice minimalizmu. Nie chodzi też o to, żeby całkowicie odrzucić dobrodziejstwa cywilizacji, ale o to, aby mądrze z nich korzystać.

W 1997 r. w USA powstał termin „affluenza”, będący połączeniem części dwóch angielskich słów – „affluence” (obfitość, dostatek, zamożność) oraz „influenza” (grypa).

Jest to określenie zaburzenia, którego oznakami są: uczucie ciągłego niezadowolenia, znużenia, stresu, pośpiechu, poczucie nieustannego braku czegoś i idącego za tym zakupoholizmu. Boleśnie odczuwanymi skutkami affluenzy są także pracoholizm, permanentne zadłużenie w bankach, nadmiar odpadów (głównie pokonsumpcyjnych), pogorszenie relacji z otoczeniem społecznym. A wszystko to prowadzi do chorób, które nazywamy cywilizacyjnymi: cukrzycy, chorób serca, alergii, otyłości czy depresji. Można zaryzykować stwierdzenie, że praźródłem tych zjawisk jest wytworzona i stymulowana przez marketing żądza posiadania oraz konsumpcji: „mieć coraz więcej”.

Dobrowolna prostota życia jest zatem naturalną reakcją na wciąż podsycane przez reklamy kreowanie sztucznych potrzeb. Bo czy naprawdę potrzebujemy co dwa lata zmieniać telefon i przyjmować od banków nowe karty kredytowe? Czy będziemy szczęśliwsi jeżdżąc do pracy samochodem zamiast autobusem lub rowerem?Minimaliści mówią – dość! Czas na dekonsumpcję, czyli świadome ograniczenie konsumpcji do rozmiarów racjonalnych – wynikających z naturalnych i indywidualnych cech psychofizycznych każdej osoby. Wyrazem dekonsumpcji w niektórych grupach społecznych mogą być: spadek spożycia tłuszczów, mięsa, słodyczy, używek, ograniczenie korzystania z samochodów (na rzecz np. rowerów czy komunikacji publicznej), ograniczenie oglądania telewizji, rezygnacja z częstych zakupów odzieży albo zamiana większych mieszkań na mniejsze, ale bardziej funkcjonalne.

Jak wygląda dobrowolna prostota życia w praktyce?

Piotr Jaworski, autor wyczerpującego artykułu o dobrowolnej prostocie życia, który ukaże się w papierowej wersji magazynu Organic, podaje skrótowe zasady „żyj prościej, konsumuj mniej, wydawaj mniej, a nadwyżkę przeznaczaj na to, co cię rozwija, a nie na to, co cię zniewala”. Neominimaliści chętnie podejmują wyzwania w postaci wspomnianej na początku listy 100 rzeczy (zredukowania stanu posiadania do 100 przedmiotów), kompletowania uniwersalnej garderoby „w pigułce” (w określonej liczbie sztuk), niekupowania nowej odzieży przez kilka miesięcy i dłużej, świadomej rezygnacji z samochodu, a w wersji bardziej radykalnej – życia bez pieniędzy, freeganizmu, squattingu itp.

Lekturami dla minimalistów są: „Walden. Życie w lesie” H.D. Thoreau, „Sztuka prostoty” Dominique Loreau, „The Power of Less” Leo Babauty oraz polskojęzyczne blogi minimalistyczne, których aktualizowana lista znajduje się na  blogu Anny Mularczyk-Meyer.

Co wspólnego ma neominimalizm z ekologią?

Wiele. Przede wszystkim kieruje się zasadą redukowania, ograniczania, minimalizowania czyli „reduce” – pierwszej i najważniejszej zasady z tzw. 3R (reduce/reuse/recycle). I co najważniejsze – chęć ograniczania i minimalizowania jest potrzebą wewnętrzną, przez co dobrowolna prostota życia kojarzona jest czasami z ascezą. Ale neominimalizm bardziej, jak zauważa Anna Mularczyk-Meyer, jest nauką rozpoznawania potrzeb i odróżniania ich od zachcianek, często wykreowanych przez czynniki zewnętrzne. Nie chodzi wszak o to, żeby sobie czegoś odmawiać, lecz żeby lepiej zarządzać tym, co już mamy. Umieć zrezygnować ze zbytecznych rzeczy, aby pozwolić sobie na inne – bardziej wartościowe. VS powraca też do istotnej kwestii świadomej konsumpcji. Za każdym razem, kiedy robimy zakupy, wpływamy na otoczenie, nawet małymi gestami. Konsumując mniej, redukujemy ilość śmieci. Dobrowolna prostota życia prowadzi często do zwolnienia tempa życia, zaprzestania korzystania z gotowców. W zamian za to można poznać uroki „slow food” –  samemu piec chleb, robić jogurt, warzyć piwo, uprawiać warzywa i zioła. Można zrezygnować z chemii gospodarczej na rzecz octu i sody lub uniwersalnego środka czyszczącego. Można zrezygnować z samochodu na korzyść roweru. Można żyć prościej, a w rezultacie ekologiczniej.

Jakie korzyści może przynieść minimalizm?

  • porządek w domu
  • oszczędności i większą kontrolę nad wydatkami
  • zyskanie czasu na rozwój osobisty, dla rodziny
  • lepszą (chciałoby się rzec rozszerzoną) świadomość własnych potrzeb.

    Neominimalizm „nie polega tylko na porządkowaniu i odgracaniu przestrzeni wokół siebie. Zaczyna się od porządkowania fizycznego otoczenia, ale prowadzi w podróż w głąb siebie, zmusza do refleksji nad sobą, życiem, a w końcu i światem.” (cytat z bloga Anny Mularczyk-Mayer).

    Brzmi interesująco, nieprawdaż? Co prawda atakujące zewsząd reklamy, materializm czy upodobanie do „zbieractwa” sprawiają, że dobrowolna prostota życia ma lekko utopijny posmak, ale może właśnie dlatego jest dla niektórych tak pociągająca…

    Dlatego nawet jeśli nurt neominimalistyczny ma być u nas chwilową modą, to warto poznać „sztukę prostoty”. Może się okazać, że w głębi duszy jesteśmy jednak minimalistami…

    Neominimalizm, czyli dobrowolna prostota życia, 4.5 out of 5 based on 4 ratings

    Olga Szkolnicka jest autorką bloga Ekomania, czyli czemu tak a nie inaczej i tłumaczką języka czeskiego.