22.10
2016

Sodą czy wodą?


Najpierw się zastanawiałam, jaki czas jest dobry na niemycie włosów. Zima, czapki, przedwiośnie, spanie, wiosna, wyjazdy, lato, upały, jesień, brak czasu, przedzimie, coroczny szok związany z zimnem. Dumałam, myślałam, aż minęły wszystkie cztery pory roku. Przepraszam – sześć.

Aż wpadłam na jedyną dobrą odpowiedź: dobry czas jest teraz.

Dzień 1 Jest taki moment w ciągu dnia, gdy patrzę na swoją fryzurę i jestem zadowolona. To zerknięcie w lustro przy myciu zębów chwilę przed snem. Jakby po kilkunastu godzinach od umycia włosy otrząsnęły się z szoku i zaczęły współpracować. Próbowałam myć je wieczorem, by rano były gotowe do użytku. Nic, bezładna szopa. Mycie, czesanie, wzruszenie ramion, sekunda zadowolenia przed snem, a nazajutrz to samo.

Długo używałam maszynki, strzygłam się na bardzo krótko i nie miałam pojęcia, jakie problemy mają osoby z włosami. Gdy zaczęłam je zapuszczać, okazało się to mordęgą i udręką. Uznałam jednak, że zmaganie się z włosami nie musi być częścią mojej rzeczywistości, na pewno może być inaczej. Każda rozmaitość w procesie zapuszczania jest pożądana, zatem poszukiwania sposobu, jak umyć włosy, nie piorąc mózgu: start!

Dzień 2, 3 Nuda. Nie myję włosów.

Włosy się myje. Wiadomo, szamponem. W reklamach: włosy niesforne, niezdyscyplinowane, puszą się, opadają, przetłuszczają, przesuszają – dramat. Jest założenie, że szampon nie tyle je umyje, co sprawi, iż zaczną współpracować, a wręcz je w końcu ujarzmi. Wygląda na to, że problem niedogadywalnych włosów jest powszechny. Poirytowany konsument łaknie cudownego środka. Jest o kogo powalczyć. Reklama odpowiada: odpowiednio dobrany dla wyjątkowej ciebie szampon stworzony przez specjalistów specjalnie dla twoich włosów jest cudownym remedium na plagi zsyłane na twoją głowę nie wiadomo skąd. Na pewno nie wiadomo skąd?

Jest zgodność co do tego, że środki do pielęgnacji i układania niepotrzebnie ingerują w skórę głowy i niszczą włosy. Są one czyste oraz posłuszne krótko, no i jest to złudzenie. Szampony zmywają z nich naturalny odżywczy środek natłuszczający. Bez niego włosy są szorstkie i suche, więc myjemy je codziennie obfitą pianą, co przesusza skórę, która w panice wytwarza więcej łoju, włosy zaczynają się szybciej przetłuszczać, szukamy lepszego szamponu, uf… Stop.

Jak wyjść z tego rodzaju uzależnienia dobrej formy włosów od środków pielęgnacyjnych? Śmiała teza? Oto druga: skoro szampon wysusza włosy, jego stosowanie uzależnia nas od używania innych produktów. Odżywki, czyli sztucznej ochrony, i masy środków do układania fryzur.

Oprócz tego na kondycję włosów wpływają oczywiście też hormony, ogólny stan organizmu, jakość naszego jedzenia, no i to, czy chodzimy z głową w chmurach, czy z głową w smogu.

Dzień 4 Myję włosy wodą.

I zastanawiam się, czym w sumie jest szampon. Wikipedia wie i powie: detergenty (SLS to główny składnik niemal wszystkich szamponów, dzięki niemu się pienią), bufory (kontrolują odczyn preparatu), substancje zapachowe (łączą różne produkty w serię), środki kondycjonujące (środki nabłyszczające i antystatyczne, które dają efekt puszystości i połysku), środki „lecznicze” (wyciągi z ziół, kwiatów – ich wpływ na włosy jest minimalny, wpływ na decyzje konsumenckie – olbrzymi), środki emulgujące i zwiększające lepkość (ukłon w stronę klienta, który woli szampony bardziej lepkie, ponieważ dzięki temu robią wrażenie bardziej skoncentrowanych).

Zarzuty stawiane podstawowym składnikom szamponów w skrócie: Detergenty zmywają ochronną warstwę naskórka, wysuszają i niszczą skórę, są przyczyną alergii i podrażnień, kumulują się w organizmie. Parabeny m.in. zaburzają gospodarkę hormonalną, sprzyjają rozwojowi nowotworów, alergizują i podrażniają, pogarszają pracę układów odpornościowego i nerwowego. Silikony nie mają właściwości odżywczych, za to wygładzają. Błyszczące włosy mogą być w rzeczywistości suche i zniszczone. Sztuczny połysk włosy zyskują też dzięki parafinie. Ona, sama niewchłaniana przez skórę, jest świetną barierą nieprzepuszczającą niczego, nawet naszych naturalnych olejków. Aby ją zmyć, należy użyć detergentu i teraz należy wrócić do początku akapitu, a czytanie go w kółko odwzoruje codzienny cykl niwelowania rezultatów obciążenia włosów środkami myjącymi. Dlatego im częściej używamy szamponu, tym bardziej go potrzebujemy.

Dzień 5 Łyżeczka sody, trochę wody.

Wmasowałam miksturę w skórę głowy, ale spłukać się tego nie dało… Wciąż miałam wrażenie, że jeszcze można by je jeszcze trochę odciążyć, jeszcze trochę wypłukać. Zawinęłam na głowie ręcznik z przeczuciem, że nic z tego nie będzie. A jednak włosy wyglądają jak umyte. Po wyschnięciu pozbyły się ciężkości zapowiadanej przez wilgotną sodę. Ale nie są tak lekkie, że uciekają i się elektryzują. Są, hm, w sam raz?

Zalecana proporcja to łyżka sody oczyszczonej na szklankę wody. Soda ma odczyn zasadowy, doskonale czyści z tłuszczu i sztucznych substancji, nie dręcząc ich. Małe wahnięcie w którąś ze stron nie powinno wyrządzić włosom szkody większej niż opisany powyżej chemiczny koktajl. Grubsze włosy same się upomną o zmianę proporcji na korzyść sody, a cieńsze poproszą o więcej wody. Najlepiej nalać magicznego eliksiru do butelki po szamponie i resztę robić tak jak zwykle: masować nim skórę głowy; włosy na całej długości nie muszą być koniecznie dopieszczone, wystarczy, że się przy okazji opluskają w miksturze.

Dzień 6, 7 Myję włosy wodą.

Przeczytałam, że z sodą jednak lepiej ostrożnie sobie poczynać i raczej nie używać jej codziennie, bo wysusza skórę. Bardzo ważny jest za to masaż głowy. Prowokuje do pracy cebulki włosów i polepsza ukrwienie. A w ogóle słowo szampon (ang. shampoo) pochodzi właśnie od masażu. Tradycyjnego perskiego masażu z użyciem wyciągów z ziół.

Dzień 8 W perspektywie wieczorne zebranie w szkole. Dwa dni niemycia, włosy wyglądają niedobrze tylko dlatego, że trochę sterczą i przetłuściły się w okolicy czoła. Czuję dyskomfort na tle społeczno-estetycznym. Decyzja: sięgam po następną alternatywną metodę. Woda i ocet jabłkowy. Ją również natychmiast internalizuję.

Ocet jabłkowy jest delikatnie kwaśny. Uszczelnia naskórek oraz równoważy pH. Taka mieszanka zamyka łuski włosów i sprawia, że lśnią. Super, działam. Zalecana proporcja to łyżka octu na pół litra letniej wody. Tak samo można miksturę przelać do pustej butelki. Nakłada się mało, spłukuje obficie, po użyciu należy się uśmiechnąć.

Dzień 9, 10 Myję włosy wodą.

Dzień 11 Dzisiaj jakoś sprawniej używa mi się tej sody, włosy życzliwiej ją przyjmują, po opłukaniu są jakby mniej ciężkie, mniej szorstkie. Jakbym od zawsze myła włosy sodą. Nie elektryzują się od półtora tygodnia. Układają się same. Wyglądam tak, jak chcę, bez pianek, sprejów, żelów… Niebywałe. Przyzwyczajenie? Błyskawiczne oczyszczenie? Siła wmówienia?

Żadna z naciągniętych na opinię osób nie powiedziałaby sama z siebie, że od nastu dni nie użyłam kropli szamponu. Przy okazji wymuszania zeznań okazuje się, że świat jest pełen ludzi, którzy słyszeli o tej metodzie, ale nie mają odwagi jej zastosować. Bo to nie dla mnie, bo ja mam tłuste włosy, bo ty nie masz pojęcia, jak bym wyglądała.

Literatura donosi, że już tygodniowa kuracja daje rezultaty w postaci lepszej kondycji włosów. Internet puchnie od udokumentowanych fotograficznie i entuzjastycznie historii kobiet, które w kilka tygodni pozwoliły się swoim włosom całkowicie oczyścić i po ok. dwóch, trzech miesiącach przejściowych ich rutynowa pielęgnacja to masaż pod wodą codziennie, pół łyżeczki sody z kroplą olejku z drzewa herbacianego raz w tygodniu, raz w miesiącu ocet jabłkowy.

Dzień 12 Uświadomiłam sobie, że ten teraz to mój pierwszy raz w życiu, gdy nie użyłam szamponu. Gdy użyłam czegoś ZAMIAST. Zdarzało się na wielu wyjazdach, że się wszystko skończyło, ale na każdym kempingu obcy z obcymi się dzielili kapką mydła. Aż tu proszę. Jestem podekscytowana, jak przy prawdziwym debiucie, tym, który przenosi za pewną granicę…

Równie ciekawy jak sam eksperyment jest dla mnie sposób stawiania sprawy. Jeśli nie szampon, to co? ZAMIAST. Zaglądam w komentarze pod pierwszym tekstem, do którego link wypluwa wyszukiwarka: no, ewentualnie płyn pod prysznic. Albo szampon dla dzieci, który, jak wiemy, również jest szamponem. Jeśli nie szampon, to nic, chyba że kacowe, kołdra na głowę i nie wychodzić z domu. Czy preparaty, które uważamy za oczywiste i niezbędne, naprawdę są oczywiste i niezbędne? Po prawie dwóch tygodniach entuzjastycznego eksperymentu z nieużywaniem szamponu szczerze w to wątpię.

Dzień 13, 14 Myję włosy wodą.

 

Dzień 15 Robię eksperyment w eksperymencie. Używam… szamponu. Bez SLS, innego nie mam. Chcę się zorientować, czy mam złudzenia, czy wyobrażenia są jednak rzeczywistością. Rozczarowanie. Włosy naelektryzowane, w ogóle siano, nic się nie da z nimi zrobić, rano uklepane przez czapkę zostały uklepane cały dzień.

Dzień 16 Soda, jak najszybciej, co za emocje! Ulga. O 7.30 nakładam czapkę, zdejmuję ją po dwóch godzinach. Naelektryzowanej rozklapanej szopy brak. Włosy są świeże, błyszczące, lekko pofalowane, ani trochę tłuste, a układają się same – tak jak wtedy, gdy po całym dniu idziemy spać i pierwszy raz w ciągu dnia mamy sensowną fryzurę. Wracam do nowych zwyczajów…

Przypominam sobie, jak się kilkadziesiąt wersów wcześniej zastanawiałam, jaki czas jest dobry na niemycie włosów. Aż wpadłam na jedyną dobrą odpowiedź: że dobry czas jest teraz. Teraz mam jeszcze lepszą: dobry czas jest zawsze.

Zdjęcia autorki: nr 1 po użyciu sody, nr 2 przed użyciem octu

 

Sodą czy wodą?, 4.5 out of 5 based on 32 ratings

Zawodowo czyta i pisze, a w wolnym czasie pisze i czyta. Lubi spanie, śnienie, kawę, wodę i świt.