07.04
2011

„Weź się do kupy”, czyli plakatem w kulturę


Na początku była akcja Marka Raczkowskiego, biało-czerwone flagi w psich kupach i proces sądowy o obrazę uczuć narodowych. Teraz nieczystości na ulicach tępią już miasto i cała masa społeczników. A co do powiedzenia w tej walce ma studencki plakat?

Partyzancka akcja rozwieszania humorystycznych plakatów „Weź się do kupy” to dzieło studenta grafiki Jana Bajtlika, który wraz z kolegą Konradem Trzeszkowskim zaczął oplakatowywać miasto. Plakat, który początkowo wisiał przy ul. Spokojnej w Warszawie, znaleźć można m.in. na witrynie kawiarni „Nowy Wspaniały Świat” i w miejscach ekspozycji plakatów kulturalnych, między innymi al. Solidarności, al. Jana Pawła czy przy dworcu Warszawa Śródmieście. Ale to nie koniec – plakaty pojawią się też na słupach plakatowych w całym Krakowie.

Z Janem Bajtlikiem, studentem III roku grafiki na ASP w Warszawie i twórcą plakatów „Weź się do kupy”, rozmawia Anna Milczarek:

Satyrycy mają rysunki, straż miejska mandaty, a społecznicy flagi i happeningi. Skąd pomysł na plakat?

To prywatna inicjatywa, bo temat dręczy mnie od dawna. Za każdym razem, gdy widzę tyle nieczystości w mieście jestem zwyczajnie wkurzony na brak kultury u ludzi. Ale też na władze, które niewiele robią w tej kwestii. Z jednej strony psiarze wciąż powtarzają, że skoro płacą podatki, to miasto powinno sprzątać psie kupy. Z drugiej strony potrafią podejść z psami pod czyjeś okno i nie przejmują się tym, co pies zostawia. Nikt nie chce brać odpowiedzialności za to, co robi, i to jest niefajne. A plakat to moja codzienność – na zajęciach w pracowni otwartej plakatu u Piotra Młodożeńca padł pomysł, by stworzyć akcję społeczną. Z tą jednak różnicą, że plakat miał być robiony ręcznie, a nie komputerowo. Zrealizowałem swój pomysł, ale nie poprzestałem tylko na projekcie i plakaty zacząłem rozwieszać na własną rękę na mieście.

A co zmienić może tych kilkanaście plakatów?

Wbrew pozorom bardzo dużo. Wprawdzie jesteśmy zalani wirtualnymi informacjami, plakat też w warunkach ulicznych łatwo może zginąć – wszystko jest kolorowe, oblepione i trudno przebić się wizualnie. Mnie jednak zależało na tym, by jak najwięcej osób plakat zobaczyło, dlatego postawiłem na prostotę wizerunku – prosty obraz i proste hasło. To miało być łatwe w odbiorze i dobrze zapamiętane. I udało się – widziałem reakcje przechodniów. Następnego dnia po partyzanckiej akcji rozklejania pojechałam do miejsc, gdzie plakaty wieszałem. I co zobaczyłem? Że ludzie zatrzymują się przed plakatami, komentują je, robią zdjęcia – ale też podchodzą przez plakat z psem, który robi, co ma zrobić i… nie sprzątają po zwierzaku. Naprawdę skrajne zachowania. Więcej było jednak tych pozytywnych reakcji.

Czy tego spodziewałeś się po akcji?

Chciałbym, aby plakat przemówił do właścicieli psów, by sprzątali po swoich zwierzakach i zachowywali się fair. Tak jak ja, kiedy nawet rozklejając plakaty, zwracałem uwagę, by nie był to wandalizm. Moja partyzancka akcja nie ma na celu niszczenia czegokolwiek – wręcz odwrotnie. Dlatego plakaty wiszą w miejscach takich jak parkany budowlane, słupy przeznaczone do reklam, można je zobaczyć przed klubami.

Niedawno słyszałam o akcji, w której w jednym z polskich miast zamontowano w parku kamery. Straż miejska na ich podstawie może karać tych, którzy nie sprzątają po swoich pupilach.

Boję się akcji, w których wszystko polegałoby na zastraszaniu ludzi. Kamery i śledzenie ludzi jak bandytów chyba nie jest najlepszym pomysłem. Owszem, powinny być wyznaczone jasne reguły i karanie za niesprzątanie po swoim psie, ale za tym powinna iść także zmiana kultury i przyzwyczajeń.

A sam masz psa?

Nie, nie mam (śmiech). Ale od razu zastrzegę, że nie wytaczam wojny wszystkim posiadaczom psów. Hasło plakatu jest śmieszne i dwuznaczne – po prostu zależy mi, żeby w zabawny sposób zasygnalizować, że problem jest jednak poważny.