12.04
2013

Wymień się domem, a potem zrób to jeszcze raz


Domy, mieszkania, kawalerki. W kamienicach i w blokach. W centrach i na przedmieściach. Pod Bydgoszczą, w paryskiej dzielnicy Montmartre, w Nowej Zelandii, z widokiem na Pacyfik. Wszystkie wysprzątane, przyjazne, zapraszające do natychmiastowego wprowadzenia się. Dzięki portalom wakacyjnej wymiany domów, można nie tylko zaoszczędzić na kosztach wakacyjnego wyjazdu, ale też skorzystać z gościny, która z racji swego wzajemnego, uregulowanego umową charakteru, nie jest obarczona poczuciem winy. No i pożyć przez chwilę czyimś życiem. Ileż korzyści naraz!

Wymień się domem, wymień się życiem

Rok temu nie przyszłoby mi do głowy, żeby zamienić się z kimś domem. Nie przypuszczałam, że świat jest pełen ludzi, którzy mogliby mieć ochotę zamieszkać na chwilę akurat w naszym mieszkaniu, a ono samo mogłoby sfinansować nasz urlop. Wpadłam na ten pomysł na początku lata i zaczęłam od zamieszczenia ogłoszenia na forum zaprzyjaźnionej internetowej społeczności. Chętnych jednak nie było; uznałam więc, że mieszkanie na warszawskich Sielcach nie jest szczególnie pożądaną wakacyjną lokalizacją. To się jednak zmieniło, gdy lato weszło w fazę schyłkową. Wczesną jesienią przyjechali do nas pierwsi goście – w ramach rewanżu zaproponowali nam skorzystanie z ich letniej przyczepy kempingowej ustawionej nad jednym z jezior Pojezierza Lubuskiego. Pierwszy sukces na lokalnym polu sprawił, że nabraliśmy śmiałości i postanowiliśmy dołączyć do międzynarodowej grupy osób chętnych do wymiany. Zarejestrowaliśmy się na HomeExchange.com i przez 7 miesięcy dostaliśmy blisko 50 ofert; m.in. z Berlina, Alp Julijskich, Wysp Owczych, Rio de Janeiro i Surfers Paradise na wschodnim wybrzeżu Australii. Z dwóch zaproszeń już skorzystaliśmy. Właśnie dogadujemy szczegóły dwóch kolejnych.

Ekonomicznie i ekologicznie

Prywatna wymiana domów nie jest strategią o wyłącznie ekonomicznym podłożu. Z relacji osób, które robią to regularnie, wynika, że pierwszy raz ma na ogół podtekst oszczędnościowy (koszt klasycznej operacji, czyli wynajęcia dużego, mieszczącego 10 osób domu we francuskiej Prowansji to minimum 5-6 tysięcy zł; dzięki wymianie wakacyjnej ta forsa zostaje w portfelu); potem się człowiek jednak zwyczajnie od takiej praktyki uzależnia. Wśród „experienced exchangers” czyli zaawansowanych użytkowników HomeExchange.com są rekordziści, którzy mają na koncie po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt wymian. Gdy się zakosztuje czegoś wyjątkowego za darmo, dlaczego miałoby się chcieć za to później płacić? Udział w systemie opartym na ekonomii wymiany jest też ekologiczny; korzystanie z czyjegoś mieszkania (i udostępnienie w tym samym czasie własnego) zamiast pensjonatu czy hotelu jest mniej obciążające dla środowiska.

Jak na randce

Dobijanie wymiennego targu między właścicielami domów rządzi się tymi samymi regułami, co większość społecznych sytuacji opartych na kojarzeniu potencjalnych partnerów. Ważna jest nienaganna opinia, przydają się referencje. Użytkownicy portali służących wymianie domów wystawiają sobie opinie; uprzejme, ale bezwzględnie szczere. Są środowiska, w których liczy się spójność światopoglądu. Znalazłam w sieci miejsca które umożliwiają kontakt rodzinom chrześcijańskim, rotariańskim, a nawet wychowującym dzieci w duchu pedagogiki waldorfskiej.

Nawiązanie kontaktu to pierwszy krok; gdy właściciel upatrzonego mieszkania zareaguje pozytywnie na propozycję, zaczyna się tura ustaleń. Pora przyjazdu, miejsce zostawienia klucza (można go wcześniej wysłać pocztą, zostawić u sąsiada albo w zaprzyjaźnionej kawiarni w sąsiedztwie), dokładny adres, kod do drzwi, telefon do kogoś kto w razie potrzeby pomoże gościowi – to najważniejsze rzeczy. Reszta zależy od potrzeb i oczekiwań dogadujących się; ważne jest żeby formułować je szczerze i jasno. Do zawarcia umowy wymiany nie są potrzebne żadne dokumenty; portal HomeExchange.com oferuje jednak wzór umowy, w której można zawrzeć swoje warunki. Ktoś chce, żeby po zakończeniu pobytu nastawić pranie z pościelą, komuś innemu jest to obojętne. Bywa, że można wymienić się nie tylko mieszkaniami, ale i samochodami, skorzystać z rowerów właścicieli, ich sprzętu biwakowego albo domku letniskowego. Ale zdarza się też, że w wypożyczonym mieszkaniu trzeba podlewać kwiaty, karmić rybki albo przyjąć zaaranżowaną naprędce wizytę hydraulika. Oto urok życia w cudzych dekoracjach.
Choć większość wymian odbywa się symultanicznie, ich uczestnicy są też skorzy rewanżować się sobie w inny sposób. Podobnie jak robią to couchsurferzy. Strategia „hospitality” czyli „teraz ja ugoszczę ciebie, potem ty mnie” umożliwia kontakt z lokalnym życiem: wspólne śniadania, kolacje i zwiedzanie własnego miasta z gośćmi nie są, rzecz jasna, dla wszystkich ale mogą dać dużo przyjemności. Niektórzy z użytkowników Homeexchange.com oferuje pobyty nie tylko we własnych mieszkaniach, ale też w wakacyjnych domkach.

Czy na pewno za darmo?

Przeważająca większość portali, które kojarzą potencjalnych partnerów, każe sobie (podobnie jak wirtualne platformy swatające randkowiczów) płacić za pośrednictwo. Darmowa rejestracja na Homeexchange pozwala jedynie przyjrzeć się możliwościom – liznąć obfitości ofert przez szybkę. Żeby uzyskać pełen dostęp do zasobów serwisu, zaprezentować swoje wdzięki, a jednocześnie móc skontaktować z pożądanymi partnerami, trzeba wysupłać kilkaset złotych rocznie. Rejestracja i wnoszona za pomocą karty kredytowej opłata jest umowną gwarancją; daje poczucie bezpieczeństwa. Pozwala ufać, że nawet jeśli potencjalny gość wyniesie chyłkiem kino domowe, gdzieś będzie można go z tym kinem namierzyć.
Cena odzwierciedla wartość danego serwisu. Najbogatszy w adresy potencjalnych partnerów HomeLink za roczne członkostwo żąda 115 GBP; jeśli jednak w ciągu tego roku nie uda się dokonać żadnej wymiany, kolejny rok jest za darmo. Trochę tańszy jest Homeexchange, z którego my korzystamy. Roczna opłata to 119,40 USD, można też wykupić trzymiesięczne członkostwo za 47,85 USD i automatycznie je odnawiać. HomeforExchange kasuje 49,5 EUR rocznie.
SabbaticalHomes jest serwisem który pomaga w znalezieniu lokum na dłuższy pobyt; służy głównie pracownikom akademickim, ale nie tylko. W jego zasobach są zarówno oferty tygodniowe, jak i roczne. Akademicy płacą 45 USD rocznie, cała reszta 60 USD. Przy długoterminowych umowach mile widziany jest datek w dowolnej wysokości, na rzecz rozwoju serwisu.
Intervac, czyli jedyny duży serwis z polską wersją językową, który znalazłam, kasuje 99,99 USD rocznie, ale oferuje dwutygodniowe darmowe członkostwo. Teoretycznie można przez ten czas się i porozglądać, i odpowiednio zaprezentować wśród potencjalnych zalotników. Ale co z tego, skoro w ramach darmowego pakietu nie można odpowiadać na zaloty, ani samemu inicjować kontaktu?
W sieci są miejsca, w których wymiana wakacyjnego lokum nie jest obarczona żadną dodatkową opłatą. Na Thingo.pl zauważyłam ostatnio ofertę wakacyjnego pobytu w Sopocie oraz propozycję noclegu w Portugalii. Szybko znalazły chętnych. Swoją ofertę można też zawiesić w darmowym serwisie Craigslist, w dziale “housing swap”. Dziś znalazłam w nim jedno ogłoszenia dla Polaków zainteresowanych wymianą: „Two week swap for my NY home for your Poland home”. Ktoś zainteresowany?

Autorka prowadzi bloga Nie kupuję tego

Wymień się domem, a potem zrób to jeszcze raz, 4.7 out of 5 based on 3 ratings

dziennikarka, w "Polityce" opisuje bliską, a we "Voyage" odległą codzienność. Autorka bloga nie-kupuje-tego.blogspot.com.